Jeździectwo Naturalne Bez Tajemnic
Hippika - Natural Horsemanship
Osobowości / - Monika Lifszteld - Monica - Dania
- Monika Lifszteld - Monica - Dania

The horses have always been  in my life, already as a 2-years old girl I insisted on having a foal, I’m wondering now why only one? First time I sat on the horse when I was 11, and since then I kept nagging my mother to enroll me to the riding school. So it happened, I started riding in JLKS Sopot, after two years I was already in a sport team and soon in a young horses stable. It was my friend, Aldona, who dragged me there, she promised lots of thrill and she was right. There were 50 young stallions coming every year who after one year of training had to pass exam in dressage trail, jumping trail, cross country trail and carriage trail. After many years I have to admit this was a very demanding school for us young riders as well. Horses were neither easy nor quiet, especially after standing 23 hours a day in the tight livery boxes and being ridden for only one hour. Methods we used then were far away from Natural Horsemanship and close to what we call “breaking horses” literally, we, amateurs, served as a fresh meat because we didn’t have either knowledge or experience. This in a way made us less harmful for horses than so called professionals. Horses that were more difficult and stubborn had been treated violently and if it didn’t work they would be castrated, withdrawn from sport, sold and finally sent to a slaughter house. I didn’t like it but what could I do as a young person? If everyone around you says it‘s all right you don’t discuss and if you don’t agree you end up being called a not gifted rider. I was not interested in developing my career as a sport rider so I stayed with young horses for long 15 years. Meantime I graduated from National Film School in Lodz and started working in the film industry, as a photographer on cruise ships and doing many others interesting things. One of them was working as a stunt at biggest film production in 90’s in Poland “With sword and fire”. 200 horses from all over Poland, extensive areas of military compound in Biedrusko, one could feel the air in the hair galloping across the fields. 

At the end of 90’s books about Natural Horsemanship began to show up in PL. It was a kind of enlightenment to me and I began to train the methods I’ve just learned with the young horse I was riding at that time, with no success unfortunately. I knew what to do but I didn’t know how and when. At the same time my friend Aldona and her husband bought American Quarter Horses from Canada and I began my new adventure, this time as a western rider. We’ve learned from books, films and from each other, and we did quite good, our horses were no problematic, we rode them on rope halters or even without. Everybody was thrilled how easy horses were. Now I know why. It’s not only breed but also training that make a horse a good and easy one.

Now I live in Denmark already couple of years, I work partially with camera and partially with horses. I call it now work with horses because it’s no longer my idea of spending free time but also a mission, mission of helping people to find the way to the horse. I know it sounds like a cliché but that’s the way it is. I’ve seen so many people trying to fight, trick, buy or force their horses, building up bad habits instead of good ones although they are still thinking they are doing right. Clinton Anderson says that getting horses to behave is simple, it’s training people that’s the real trick, how true is that. It’s difficult to admit we are doing something wrong, we tend to blame horses instead of ourselves but most of the problems come from lack of knowledge, the way we train and handle them. As we teach them everyday it’s up to us if it’s something good or wrong.

 

Konie są w moim życiu od zawsze. Już jako 2-latka domagałam się podobno źrebaka.Dziwne że tylko jednego. Pierwszy raz wsiadłam na siodło jako 11-latka, a potem dwa lata wierciłam mamie dziurę w brzuchu żeby zapisała mnie ”na konie” . I stało się! Rozpoczęłam naukę w tzw.”tatersalu” w JLKS Sopot. Po dwóch latach trafiłam do sekcji sportowej, a niedługo potem również do Zakładu Treningowego, który mieścił się w stajni obok. Zaciągnęła mnie tam koleżanka Aldona obiecując spore emocje. Emocji było aż nadto bo była to stajnia do której so roku trafiało

 ok. 50 młodych, 2,5-3-letnich, ogierków. Po roku treningu zdawały próbę dzielności na czworoboku, parkurze, crossie i w wozie. Po latach widzę, że była to prawdziwa próba dzielności dla nas, 15-letnich wtedy dziewczynek. Nie wszystkie konie były spokojne i zrównoważone, trudno zresztą żeby były stojąc po 23 godziny w boksach i wychodząc tylko na jazdy.

 Ówczesnym metodom daleko też było do ”naturalu” a bliżej do „łamania” koni, my „amatorzy” robiliśmy za mięso armatnie bo nie mieliśmy ani wiedzy ani doświadczenia, paradoksalnie z perspektywy czasu myślę, że dzięki temu robiliśmy im mniej krzywdy niż tzw.”fachowcy”. W tamtych czasach opór konia łamano siłą, a gdy był wyjątkowo oporny, kastrowano, wycofywano ze sportu i sprzedawano, najczęściej do rzeźni. Nie podobało mi się to ale co miałam zrobić?  Jeśli wszyscy dorośli dookoła ciebie mówią ci, że tak trzeba nie dyskutujesz, a jeśli jesteś wyjątkowo krnąbrny to i tak jeździsz po swojemu dorabiając się opinii mało zdolnego jeźdźca. Ponieważ sport i rywalizacja mnie nie interesowały zostałam na kolejne 15 lat w Zakładzie, kończąc w tym czasie studia, pracując na morzach i oceanach i jeszcze w paru innych miejscach. Dzięki umiejętnościom jeździeckim udało mi się m.in. pracować przy największej filmowej produkcji z udziałem koni lat 90-tych „Ogniem i mieczem”. 200 koni z całej Polski, rozległe plenery poligonu w Biedrusku, można było poczuć wiatr we włosach galopując po tych rozległych przestrzeniach. 

Mniej więcej pod koniec lat 90-tych zaczęły napływać do Polski pierwsze książki Monty Robertsa, dla mnie było to objawienie, od razu zaczęłam eksperymentować z ogierem, którego miałam pod opieką wówczas, oczywiście bez sukcesu, wiedziałam co ale nie wiedziałam jak i kiedy. Równolegle Zakład Treningowy został zamknięty a moja koleżanka Aldona sprowadziła do Sopotu pierwsze konie rasy American Quarter i namówiła mnie na western i Natural Horsemanship. Obie te dyscypliny raczkowały wtedy w Polsce więc uczyliśmy się z książek, kaset VHS i sami od siebie na zasadzie prób i błędów. Ale chociaż nie byliśmy wtedy fachowcami to i tak nasze konie nie były problematyczne, jeździliśmy na kantarkach a nawet bez, wszyscy dookoła byli przekonani że to taka spokojna rasa, teraz wiem że nie tylko.


Obecnie mieszkam w Danii już od kilkunastu lat, od paru dzielę czas równo między pracę zawodową (z wykształcenia jestem fotografem i operatorem), a pracą z końmi. Pracą, bo dla mnie jeździectwo przestało być po prostu sposobem na spędzanie wolnego czasu, a stało się swego rodzaju misją przestawiania na inne tory ludzkiego myślenia o koniach. Pracą też nad sobą, bo każdy koń to nowe, inne wyzwanie.

  Clinton Anderson powtarza, że trening koni jest prosty.

 To ludzie stwarzają problemy i ja się z tym zgadzam. Chyba wszyscy znamy to zdanie „ten koń tak ma”, mało kto chce przyznać się do błędów, do faktu, że mało wie o końskiej naturze, że problemy, które ma wynikają ze sposobu w jaki jeździ lub trenuje konia. Bo uczymy je czegoś codziennie i od nas zależy czy to będą złe czy dobre rzeczy.  Dołączam to zespołu Akademii JNBT mając nadzieje na swój dalszy rozwój i realizację swoich planów w grupie przyjaciół trenerów Akademii. Do zobaczenia zatem na szkoleniach Akademii w Polsce, Danii czy w innych krajach!


Monika, przedstawiciel Akademii JNBT, Dania



powrót
Ludzie dobrze postępujący tworzą dobre konie, ludzie czyniący zło kreują konie złe.

Monty Roberts